Wracamy do domu

WRACAMY DO DOMU

„16.03.2020. W samolocie, chyba do Adenu… Noc spędziliśmy na płaskowyżu Diksam, w otoczeniu dostojnych drzew smoczej krwi. Dziś rano, po raz pierwszy w tym muzułmańskim kraju, obudził mnie muezin. Pewnie z pobliskiego minaretu, choć takowego ani wczoraj, ani dziś z rana nie udało mi się wypatrzyć. Było bardzo wcześnie, zdecydowanie za wcześnie na śniadanie. Nie zdążyłam jeszcze na dobre ponownie zamknąć oczu, gdy usłyszałam: Wake up, guys! Matteo, jakiś nieswój, krążył pomiędzy namiotami i wołał żebyśmy już wstawali. Brzmiało to trochę dziwnie, bo po pierwsze nigdy wcześniej nikt nas tutaj w ten sposób nie budził, a po drugie do śniadania, które zazwyczaj jedliśmy o godz. 7 było jeszcze sporo czasu. Początkowo nie wzbudziło to niczyjej uwagi. Ludzie pomyśleli pewnie, że z uwagi na to, że będziemy po raz kolejny rozstawiać obóz w innym miejscu, potrzebujemy na całą „operację” trochę więcej czasu. Dziś mieliśmy przenieść się nad lagunę Ditwah. Pojutrze miał się tam odbyć aquathlon. Nikt za bardzo nie kwapił się do opuszczenia swojego namiotu. Wyszłam na zewnątrz i natknęłam się na Nicka, który powiedział, że dziś wylatujemy z Sokotry?!#%$ Potem nie będzie możliwości opuszczenia wyspy przez jakiś czas. Przez jaki? Nie wiadomo. Było przed godz. 6. Na godz. 7 zarządzono wyjazd na lotnisko. Samolot do Kairu, który ma nas zabrać na pokład, startuje o godz. 11. Na lotnisko docieramy dość sprawnie, na czas sadzają nas też w samolocie. Na lotnisku dociera do nas wiadomość, że nie lecimy tak, jak przylecieliśmy na Sokotrę, czyli z międzylądowaniem w Sajun, tylko najpierw polecimy do Adenu. W tym czasie samolot poleci po pasażerów do Jordanii? Tak naprawdę nikt w 100% nie wie, dokąd poleci samolot, na który przyjdzie nam czekać na lotnisku. Do Kairu, według wstępnych ustaleń, powinniśmy dolecieć około północy. Tymczasem z Polski dochodziły i dochodzą do nas kiepskie wieści, jeśli chodzi o możliwość przekraczania granic. Nie mam pojęcia, czego możemy spodziewać się w Kairze. Jestem dobrej myśli.

16.03.2020. Lotnisko w Adenie. Przylecieliśmy z Hadibo do Adenu około godz. 12:30. Miało być przesiadkowo, a jesteśmy tu już kilka godzin. Przed chwilą dotarła do nas informacja, że lot do Kairu, którym prawdopodobnie będziemy mogli polecieć, będzie dopiero około godz. 21. Jest szansa na ryż z kurczakiem. To dobrze, bo herbatniki z jedynego po tej stronie lotniska sklepiku jakoś już nie smakują. Jakiś czas temu, część ludzi od nas zorientowała się, że nie ma w paszporcie pieczątki wyjazdowej z Jemenu (wbijali ją przy wylocie z Sokotry). Czy to problem? Miejmy nadzieję, że nie. Zastanawiam się, czy nasze bagaże wyładowali, bo jakoś nie zauważyliśmy, czy poleciały tym samolotem, na który czekamy, do Ammanu? Chociaż jakie to ma teraz znaczenie…? Ciekawe, kiedy uda nam się dotrzeć do domu?

POLITYKA, BO I TA CZASAMI TURYSTYKĘ DOTYKA

Geopolityka, rozumiana jako relacje między cechami geograficznymi państwa, a jego polityką i w tym rejonie świata, a może właśnie w tym rejonie świata, ma wpływ na to działo i dzieje się na wyspie. To przecież przez Sokotrę przechodził już w starożytności szlak kadzidła i mirry. Od początku XIII w. wyspa stała się ważnym przystankiem na szlaku przypraw z Azji Południowo-Wschodniej do Europy. Na tyle atrakcyjna, by w XIX w. rząd brytyjski zaoferował jej kupno, za 10 tys. srebrnych talarów, ówczesnemu sułtanowi, w 1937 r. stała się brytyjską kolonią. W 1983 r. w ramach „politycznego zbliżenia” Jemenu Południowego i ZSRR założona została na wyspie sowiecka baza wojskowa. Do 1989 r. Sokotra została całkowicie odizolowana od reszty świata, stała się ważnym punktem strategicznej kontroli nad tym rejonem kuli ziemskiej. Dziś chroniona przez odległość od wojny domowej Sokotra, dzięki swojej izolacji geograficznej, ciągle jeszcze wydaje się względnie bezpiecznym miejscem. Nie tak dawno, bo na początku maja, pojawiła się w mediach informacja, że Południowa Rada Przejściowa (STC) próbowała przejąć kontrolę nad stolicą Sokotry, nad siłami lojalnymi wobec prezydenta. Dokładna sytuacja polityczna pozostaje dość niejasna. Nie brnąc zbyt daleko w dywagacje polityczne, wydaje się jednak, że wykorzystując sytuację na kontynencie Abu Dabi próbuje zwiększać swoje wpływy na wyspie, niekoniecznie ku uciesze jej mieszkańców. Dostrzega zapewne, że w Sokotrze drzemie ogromny potencjał, i nie mam tu na myśli jedynie tego związanego z wykorzystaniem walorów turystycznych tego miejsca. Sokotra leży w rejonie cyklonów. Jesienią 2015 r. w czasie jednego tylko tygodnia uderzyły w rejon Morza Arabskiego dwa. W maju 2018 r. kolejny silny cyklon nawiedził wyspę. Trzy takie uderzenia cyklonów, w ciągu trzech lat, to rzadkość, ale naukowcy uważają, że wraz ze zmianami klimatu może to być coraz częstsze zjawisko i co gorsza, opłakane w skutkach dla Sokotry.

NA LOTNISKU W ADENIE

Czekanie na lotnisku kilka dobrych godzin, w jednej sali, do przyjemnych nie należy. Szczególnie gdy nie wiesz, czy twój samolot odleci, a jeśli odleci, to o której. Sporo osób w jednym miejscu, to w dzisiejszych czasach zwykle deficyt gniazdek elektrycznych. Podczas poszukiwania podejścia do prądu (czytaj: obchodzenia ścian), mężczyzna z laptopem proponuje, że mogę podładować swój telefon podłączając go do jego kompa. Korzystam. Szczęśliwie, metalowych siedzisk jest wystarczająca ilość i każdy może spokojnie znaleźć miejsce dla siebie. Poszczególne miejsca nie są dzielone podłokietnikami, więc można też wygodnie „wyciągnąć nogi”. Byle nie „nogami do przodu”, myślę sobie 😉 W pewnym momencie, gdy na zewnątrz jest już kompletnie ciemno, wszędzie gaśnie światło na około 2-3 minuty. Bardzo kiepskie wrażenie. Szczególnie, gdy ma się świadomość, że jesteś w kraju, w którym toczy się wojna, na lotnisku w Adenie, w plecaku masz ręcznie wypisany na Sokotrze boarding do Kairu i co jakiś czas dochodzą cię słuchy, że kolejne granice są zamykane… Okazuje się, że to jakaś przerwa w dostawie prądu. Po raz kolejny już podczas naszej wyprawy do Jemenu, kobiety są proszone do wejścia na pokład przed mężczyznami. Potem, do autobusu, też takie niby „priority boarding”. Ktoś z obsługi lotniska, ot tak, rozdaje nam karty pokładowe na lot do Kairu. Nie każdy otrzymuje od razu swój boarding, więc dla niektórych znowu stres…

KAIR, SZYBCIEJ NIŻ PLANOWALIŚMY

Mamy bilety na 19 marca na lot z Kairu do Aten, a potem z Aten do Warszawy. Już po wylądowaniu w Egipcie jest dla nas oczywiste, że żaden z tych lotów się nie odbędzie. Na tablicy widzimy, że za niecałe dwie godziny leci nasz przewoźnik do Aten. Na lotnisku nie znajdujemy jednak stanowiska Aegean Airlines ze sprzedażą biletów – jest podobno gdzieś w centrum Kairu, ale i tak otwarte dopiero jutro? dziś? Rano. Cieszymy się, że jeden etap podróży mamy już za sobą, ale ciągle jeszcze pozostaje kwestia przedostania się do Polski. Kombinowanie przy odprawie biletowo-bagażowej przy stanowisku Aegean nie daje żadnych rezultatów. Umiarkowanie uprzejma obsługa mówi nam, że mamy poczekać na swój lot albo próbować przebukować bilety u przewoźnika. Rozważamy dotarcie drogą lądową do Hurgady, by załapać się na czarter do Katowic. Pojawia się rządowa opcja #lotdodomu. Zapisujemy się on-line (odpłatnie) na miejsce w samolocie, który ma wylecieć do Warszawy 18 marca. Pozostaje sprawa przebukowania noclegu w hotelu na wcześniejszą datę, inaczej całą rezerwację szlag trafi. Udaje się. Czekanie na lot do domu to półtorej doby hotelowej, więc trzeba dopłacić. Nic to, w porównaniu z możliwością przedostania się do kraju. W świecie, w którym z dnia na dzień kolejne państwa zamykają granice, mamy nieodparte wrażenie jakbyśmy walczyli z czasem…

DOTARLIŚMY DO KRAJU

Na lotnisku w Warszawie oprócz pasażerów naszego samolotu (jest około godz. 8) nie ma innych przyjezdnych. „Wyjezdnych” też z resztą nie ma żadnych. Pustki. Jak nigdy dotąd. Jeszcze przed opuszczeniem samolotu każdemu z nas Wojska Obrony Terytorialnej Kraju mierzą temperaturę. Wypełniamy formularze informacyjne z danymi dotyczącymi naszej podróży. Wiemy już, że czeka nas przymusowa 14-dniowa kwarantanna. Na parkingowym lotnisku znajomy Wojtka zostawił dla nas auto. Za 360 km będziemy w domu.

SOKOTRA

Pływam raczej słabo, rekreacyjnie. Jeśli miałabym kiedykolwiek wziąć udział w aquathlonie, byłby to ten na Sokotrze, w wodach laguny Ditwah. W aquathlonie, który jak dotąd nigdy się tam nie odbył, i który mam nadzieję, pewnego dnia wystartuje w tych niezwykłych okolicznościach przyrody. 

Archipelag wysp na Oceanie Indyjskim, pomiędzy Somalią, a Jemenem, z których największa to Sokotra, to botaniczny i zoologiczny skarb, ostoja gatunków, których nie spotkacie nigdzie indziej. Nie ma drugiego takiego miejsca na świecie. A jeśli wydaje się Wam, że jest – dajcie nam koniecznie znać. Wybierzemy się tam, jak tylko wirus trochę odpuści. Jeśli jednak żadne podobne miejsce nie przychodzi Wam do głowy – wracamy na Sokotrę.

jm

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn