Płaskowyż Homhil

GALAPAGOS OCEANU INDYJSKIEGO

Podobno już około 1500 r. p.n.e. królowa Hatszepsut wysłała na Sokotrę ekspedycję handlową, głównie po mirrę i kadzidła, które używane były w Egipcie do celów religijnych i w codziennej kosmetyce. W świecie starożytnym rozgłos Sokotry związany był właśnie ze szlakiem kadzidła i mirry, szlakiem, który obok szlaku jedwabnego był drugim, który wtedy łączył Wschód z Zachodem (Suq-qutra – ośrodek handlu aromatycznymi żywicami). Równie cenionymi, obok kadzidła i mirry, były w starożytności sok z liści aloesu i żywica drzewa smoczego. Czerwono-brunatna smocza krew już wtedy używana była jako pachnidło, środek leczniczy czy naturalny barwnik. Jeżeli chodzi o wykorzystanie właściwości żywicy Dracaena cinnabari to i dziś kobiety na Sokotrze używają jej do dekoracji ceramiki (na jednym ze zdjęć), codziennego makijażu, barwienia tkanin czy w ludowej medycynie.

Jeżeli chodzi o roślinność, to tylko Juan Fernandez u wybrzeży Chile, Wyspy Galapagos i Mauritius przewyższają Sokotrę procentowo, jeśli chodzi o ilość endemicznych gatunków. 90% gadów na wyspie to endemity, w tym wszystkie 6 gatunków węży. Z 14 gatunków ssaków spotykanych na Sokotrze, jedynie jeden gatunek nietoperza uznany jest za endemiczny (wszystkie pozostałe przybyły z człowiekiem na łodziach i okrętach). Życie morskie u wybrzeży Sokotry to blisko 300 gatunków koralowca (3 przykłady na jednym ze zdjęć), ponad 700 gatunków ryb i ponad 300 gatunków krabów, langust i krewetek. To niesamowite bogactwo i wyjątkowość gatunków sprawia, że Sokotra nazywana bywa Galapagos Oceanu Indyjskiego.

W 2008 roku Sokotrę wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

PŁASKOWYŻ HOMHIL – PRZYRODNICZA PETARDA

Przy śniadaniu, tradycyjnie około godz. 7:00, dowiadujemy się, że w ten pomaratoński dzień będziemy mogli rozruszać kości podczas spaceru płaskowyżem Homhil i wykąpać się w zjawiskowo położonym naturalnym basenie. Nasza grupa dzieli się na tych, którzy mają ochotę zrobić sobie trekking na płaskowyż oraz na tych, którzy wybierają opcję „na leniucha” czyli w aucie maksymalnie wysoko jak się da. Wybieramy opcję samochodową. Tym bardziej, że kieruje najmłodszy ze wszystkich kierowców Abdul Aziz, który co rusz puszcza muzę, przy której trudno spokojnie usiedzieć na miejscu, obok miejsce zajmuje wesoły Abdullah i atmosfera w aucie jest tak przyjemnie rozrywkowa, że trudno byłoby nam z niej zrezygnować. Wiatr we włosach, piękne widoki, no nie da się człowiek rozdwoić…

Aby dostać się na płaskowyż Homhil podróżujemy w górę stromą serpentyną. Widoki po drodze, choć surowe, zapierają dech w piersiach. Po drodze zatrzymujemy się na zdjęcia z endemicznymi kadzidłowcami i butelkowatymi różami pustyni. Docieramy na miejsce,  z którego rozpoczynamy nasz spacer. Grupa trekkingowa dociera nad naturalny basen z drugiej strony i jest sporo szybciej niż ci, którzy wybrali podróż autami.

Homhil to obszar chroniony. Płaskowyż przyciąga turystów m.in. tym, że w jednym miejscu spotkać można różne gatunki drzew – drzewo smoczej krwi (Dracaena cinnabari), kadzidłowiec (Boswellia spp.), drzewo mirry (Cammiphora ornifolia), drzewo ogórkowe (Dendrosicyos socotrana) czy różę pustyni (Adenium obesum socotrana). Niestety część z nich zagrożona jest wyginięciem. Drzewa smoczej krwi absolutnie nas zachwycają.  Te drzewa, wyglądające niczym powyginane od wiatru parasole, żyjące po kilkaset lat (bywa, że nawet 700 – 800), pochłaniają niemal 100% uwagi każdego z nas. Jak dowiadujemy się na miejscu, może się tak zdarzyć, że ten symbol Sokotry już za jakiś czas będzie należał do rzadkości – drzewa rosną bardzo wolno, ulegają huraganom cyklicznie nawiedzającym wyspę, a ich młode pędy są nie lada przysmakiem dla wszechobecnych kóz. Wśród spotykanych po drodze drzew butelkowych najbardziej niezwykłe są róże pustyni. Zniekształcone przez naturę i surową przyrodę pnie, powykrzywiane gałęzie, w czasie kwitnienia pokrywają się przepięknymi, różowymi kwiatami. Nie raz wydaje się, że drzewo takie wyrasta wprost z kamienia.

Pierwszy raz jesteśmy w takim miejscu. Niesamowity naturalny zbiornik, z którego rozciąga się widok na Morze Arabskie, jest czymś absolutnie niewiarygodnym. Wieje przyjemny wiatr, słońce świeci dość mocno. Część z nas decyduje się na kąpiel i skoki do wody, część rozkoszuje się tym, co dookoła. Fantastyczne jest to, że jesteśmy w tym miejscu sami. Ani po drodze, ani na miejscu, nie ma żadnych „turystycznych korków”, dzikiej zgrai turystów, którą można obserwować m.in. latem w drodze do Morskiego Oka. Mamy w tym momencie cały Homhil tylko dla siebie. I to jest niebywałe.

Grupa trekkingowa już zebrała się do powrotu (byli faktycznie przy basenie sporo przed nami) i udała się na lunch. My też niespiesznie kierujemy się w kierunku aut. Taki lunch na łonie przyrody, i to takiej przyrody, to jest zupełnie osobna historia. Na wyspie jemy w miejscach, które przyprawiają o zawrót głowy. Świeża sałatka z tuńczykiem i wyśmienitym miejscowym kozim serem – brak słów.

Przed nami ostania noc na kempingu w Arhar. Jeszcze tylko taka „rutyna” jak kąpiel w morzu, mycie w strumieniu, kolacja pod gwiazdami, ognisko, szisza i szum fal przez całą noc. Jutro rano pakowanie i inna z plaż. Wydma z Arhar pozostanie dla nas najbardziej niezwykłą z wydm jaką mieliśmy okazję zobaczyć na Sokotrze.

jm

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn