Camp Arhar Sokotra

SOKOTRA

Sokotra jest największą wyspą w archipelagu o tej samej nazwie. Wyspa Drzew Smoczej Krwi leży na Oceanie Indyjskim, nad Morzem Arabskim, pomiędzy Afryką, a Półwyspem Arabskim. Ma około 40 km szerokości i 130 km długości. Trzy mniejsze wyspy archipelagu – Abd al-Kuri, Samha i Darsa położone są na zachód od Sokotry i można się na nie dostać jedynie drogą morską. Wyspa należy do Jemenu, walutą jest rial jemeński (1 rial – 100 filsów), a miejscowi posługują się dialektem arabskiego – sokotri.  Fauna i flora Sokotry to w 1/3 części endemity, nie występujące nigdzie indziej na świecie. Klimat wyspy ma charakter podzwrotnikowy gorący. Na wyspie nie ma żadnej stałej rzeki. Wyspa leży w pasie monsunowym, który wpływa nie tylko na klimat na wyspie ale też kształtuje warunki życia na niej. Okres od maja do września to czas silnych wiatrów, które uniemożliwiają żeglugę wokół wyspy. Przełom maja i czerwca to z kolei najgorętszy okres na wyspie – temperatury przekraczają wtedy 37st.C. W marcu, kiedy mieliśmy okazję odwiedzić wyspę temperatury wahały się, w najcieplejszej porze dnia, w granicach 30st.C – 33st.C.

PIERWSZE BUTELKOWE DRZEWA i CAMP ARHAR

Przed wyjazdem na Sokotrę, jakby nie patrzeć część Jemenu, niemalże każdy z kim rozmawialiśmy reagował w sposób: „To tam nie ma wojny?”, „Ale przecież tam jest wojna?”. Towarzystwo ubezpieczeniowe, do którego zwróciliśmy się z zapytaniem o przygotowanie polisy też wskazało, że Jemen jest w czwartej grupie zagrożenia wojną (cokolwiek by to miało znaczyć) i że nikt nas na ten wyjazd nie ubezpieczy. Finalnie, ubezpieczyliśmy się i szczęśliwie nie musieliśmy sprawdzać czy ubezpieczenie to faktycznie zadziałałoby na miejscu. Jak jest z tą wojną w Jemenie? Wikipedia nie dostarcza w tym temacie zbyt optymistycznych danych niestety. Od marca 2015 do chwili obecnej toczy się w Jemenie wojna domowa. Liczby są przerażające – ponad 100 tys. zabitych (dane Associated Press na 31.10.2019), blisko 50 tys. rannych, w tym ponad 10 tys. cywili (dane BBC News 11.2017 i Human Rights Watch 17.1.2019), blisko 85 tys. dzieci zmarło w tym czasie w Jemenie z powodu głodu (dane Associated Press „Save the Children”), a żeby tego było mało w kraju wybuchła cholera, która zabrała ponad 2,5 tys. istnień ludzkich (4.2017-10.2018). Ogromnie dotknięty tragediami i stale doświadczany kraj…

O tym czy w Sajun będziemy mieli pozostać w samolocie na czas międzylądowania czy będziemy poproszeni o jego opuszczenie dowiadujemy się dopiero po wylądowaniu – wysiadamy. Udajemy się w kierunku budynku lotniska, gdzie przed wejściem czeka nas kontrola pomiaru temperatury ciała. Na miejscu, przed kontynuowaniem lotu, spędzamy około dwóch godzin. Nie wiem czy wielu z Was miało okazję podróżować liniami lotniczymi Yemenia i ma w tym temacie jakieś doświadczenia. My wspominamy same loty jako całkiem przyjemne, z serwisem kawy, herbaty, wody, sokiem i sporym ciastkiem na pokładzie, na każdym odcinku lotu, w dość wysłużonych fotelach lotniczych, przy których spora ilość plastikowych podłokietników posklejana była taśmą klejącą.

Wysiadamy na lotnisku w Hadibo (od 1999 roku cywile mogą się dostać na wyspę również drogą lotniczą) i od razu czujemy się jakoś tak… Niesamowicie? Udało się nam dotrzeć na tę trochę zapomnianą przez czas i daleką od tragedii na kontynencie wyspę. Po zejściu na płytę lotniska zauważamy…Pierwsze drzewo butelkowe! I to nawet kwitnące. Wiemy, że samoloty na Sokotrę przylatują tylko raz w tygodniu i że samolotem, którym przylecieliśmy będzie wylatywał z wyspy znajomy z bieguna północnego – Johnny Ward (OneStep4Ward). Myśleliśmy, że uda nam się przez chwilę porozmawiać ale niestety pozostaje jedynie selfie przez szybę. Limit bagażu na trasie Kair – Hadibo to 30 kg. Nikt z nas nie ma raczej aż tyle bo byliśmy ograniczeni wagowo na trasie Warszawa – Kair. Jednak dla miejscowych taka ilość bagażu to niewątpliwie spora okazja by zaopatrzyć się w produkty, o które na Sokotrze trudno lub których po prostu tu nie ma. Jeszcze przed odebraniem bagażu chłopaki z Welcome to Socotra, agencji, która będzie się nami opiekować podczas wyjazdu, wręczają każdemu z nas oryginał jemeńskiej wizy (na Sokotrę przylecieliśmy z jej kserokopią). Jeśli cenicie sobie dobry alkohol, szczególnie w niezwykłych okolicznościach przyrody, to niestety musicie wiedzieć, że na Sokotrze o taki mariaż trudno. Na lotnisku, przed opuszczeniem budynku, każdy bagaż – podręczny, główny, zostaje skrupulatnie prześwietlony, między innymi, a może przede wszystkim, pod kątem zawartości alkoholu właśnie. Przed naszym wyjazdem, w robionych wywiadach, nie pamiętam z jakiego źródła, dotarła do nas wiadomość, że cudzoziemcy mogą na użytek własny wwieźć 1l alkoholu. Nic z tych rzeczy. Na Sokotrę nie wwieziecie alkoholu. Albo będziecie mieli z tym duuuży problem. Przeważająca część trunków została skonfiskowana na lotnisku, a to jakim sposobem udało się wprowadzić w pole jamalskich pograniczników, wiedzą nieliczni. Przed lotniskiem czekają już na nas samochody terenowe 4×4, na których każdy ma naklejoną kartkę z naszymi imionami (po 3-4 osoby w aucie). Bagaże zostają sprawnie załadowane, dostajemy po butelce wody mineralnej i…hej przygodo.

Jedziemy w kierunku Arhar Beach na południe wyspy, gdzie zatrzymamy się na pierwszych kilka nocy. Wszyscy uczestnicy naszego wyjazdu zdecydowali się na kemping (była też opcja noclegu w hotelu w Hadibo) także czekają nas niezapomniane noce pod gwiazdami. Po drodze zatrzymujemy się przy niezwykle pokracznych ale jakże pięknych w swojej brzydocie drzewach butelkowych, kwitnących różach pustyni. Kemping Arhar to miejsce, w którym daję głowę, wszystkim nam opadają szczęki. I to do samego, bielusieńkiego, miałkiego, koralowego piasku. Na każdego z nas czeka dwuosobowy namiot do pojedynczego wykorzystania, materac z poduszką, prześcieradło z poszewką. Materace z gąbki, nówki sztuki, każdy już samodzielnie wyjmuje z folii. Przy każdym z namiotów, na wizytówkach przywieszonych do smyczy powiewają nasze imiona. Robimy niewielkie „przemeblowanie” by być bliżej siebie w swoim polskim sosie. Część z nas przebiera się i po kilku krokach jest już w wodzie, część zapowiada, że jak tylko upał zelżeje wejdzie na sam szczyt górującej nad kempem wydmy (i tak też robi). Mamy kuchnię, z której jak się później okaże, wychodzić będą jedne ze smaczniejszych ryb jakie dotąd jedliśmy, toalety – wygodne i pachnące, jak ktoś sobie życzy to z widokiem na morze, jadalnię, gdzie w każdej chwili można sobie uzupełnić wodę. Wieczorem ognisko i szisza. Każdy znajduje coś dla siebie. Każdy bierze z tej chwili to, na co akurat ma ochotę. Rytm dnia wyznaczać będzie teraz słońce – śniadanie jutro o godz. 7:00.

jm

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn