Korony Europy i Unii Europejskiej

Korona Europy i Korona Unii Europejskiej

Unia Europejska składa się z 28 państw członkowskich i są to – Austria, Belgia, Bułgaria, Chorwacja, Cypr, Czechy, Dania, Estonia, Finlandia, Francja, Grecja, Hiszpania, Holandia, Irlandia, Litwa, Luksemburg, Łotwa, Malta, Niemcy, Polska, Portugalia, Rumunia, Słowacja, Słowenia, Szwecja, Węgry, Wielka Brytania i Włochy. Projekt Korona Unii Europejskiej zakłada zdobycie najwyższych szczytów w każdym z państw członkowskich Unii. Nie lada wyzwaniem okazuje się skompletowanie wszystkich najwyższych szczytów Europy. Podobno 😉 w Europie znajduje się 46 państw (włącznie z państwami tylko częściowo leżącymi w Europie, takimi choćby jak Kazachstan), nie licząc terytoriów zależnych i separatystycznych. W projekcie Korona Europy chcielibyśmy zaznaczyć wejścia na najwyższe szczyty w takich krajach jak m.in. Szwajcaria czy Islandia.

Pic de Comapedrosa 2942 m n.p.m. Andora 

zdobyta dnia 6 lipca 2017 roku  

Dnia 6 lipca 2017 roku zdobyliśmy Pic de Comapedrosa 2942 m n.p.m. Na najwyższą górę Andory wystartowaliśmy z Barcelony. Do Barcelony polecieliśmy bezpośrednio z Gdańska (Wizzair.com). Loty z Gdańska w środy i niedziele na lotnisko El Prat; bilet w klasie Basic od 129 PLN (z kartą Wizz Discount Club 84 PLN). Do Barcelony można polecieć bezpośrednio także z Katowic w poniedziałki, środy, piątki i niedziele – bilety od 229 PLN (z kartą lojalnościową 184 PLN) ale też z Warszawy czy Wrocławia. Na lotnisku w Barcelonie wypożyczyliśmy auto (tym razem wypożyczalnia Inter Rent – z uwagi na konkurencyjne ceny dość mocno oblegana stąd warto mieć luz czasowy…). Skoro świt ruszyliśmy z Barcelony, z Plaza de Catalunya. Droga do Arinsal, razem z tankowaniem (benzyna na stacji w Andorze – 0,91 centa za litr) zajęła nam około trzy i pół godziny. Około godz. 9 byliśmy w Arinsal, skąd startuje się na Comapedrosa, na parkingu pod hotelem 4* Patagonia Austral (parking bezpłatny, możliwość skorzystania z łazienki w hotelu). Obok parkingu jest budka, w której natknęliśmy się na pana z parku, który poradził nam, żeby w góry nie brać raków, bo jest bardzo mało śniegu (jedynie resztki gdzieś w żlebach i przy stawach). W miejscowości Arinsal należy jechać tak daleko, jak się da, dopóki nie dotrze się do bram Parku Narodowego Comapedrosa. Lepiej nie wjeżdżać do tunelu, bo za nim rozpościera się teren parku i żeby tam parkować, podobno należy mieć specjalne zezwolenie. O godz. 9:20 z parkingu ruszyliśmy na szlak. Z parkingu należy udać się w kierunku tunelu (w tunelu po każdej stronie jest chodnik dla pieszych). Po wyjściu z tunelu wejście na szlak na Comapedrosa nie jest zbyt dobrze oznakowane. Należy skręcić w prawo i udać się drogą pod górę – po prawej będziemy mieli kamienny mur chyba przeciwlawinowy, po lewej – budynki mieszkalne. Potem ścieżka typowo górska, dość stroma. Droga podobna do tatrzańskich. Strumyki i stawy po drodze więc można swobodnie czerpać, uzupełniać wodę. Wyjątkowo czysto, pusto – rejony niezadeptane przez turystów. Nie ma ławeczek, wiat, „budek” dla strudzonych piechurów. Spotkaliśmy może 4-6 turystów na szlaku podczas całego naszego wyjścia i kilkunastu biegaczy ultratrailowych. Tego dnia miał miejsce bieg www.andorraultratrail.com – 223 km po Pirenejach w Andorze i ponad 20.000 przewyższenia w ciągu max 5 dni (choć można się było skusić na krótszy dystans i mniejsze przewyższenie). Zawodników mijaliśmy podczas ich drugiego dnia biegu, ale na świeżych nie wyglądali ? W drodze na szczyt mija się schronisko – Refugi de Comapedrosa na wysokości 2260 m n.p.m. Nawet jeśli niżej jest ciepło i bezwietrznie, to przy schronisku można się natknąć na dość zimny i mocny wiatr, czego doświadczyliśmy. Przy schronisku jest też zasięg i można spokojnie zadzwonić (na szlaku zasięgu raczej brak). W środku można się napić czegoś ciepłego, coś zjeść (my nie korzystaliśmy, a w drodze powrotnej w ogólne nie schodziliśmy przez schronisko, co dało nam ok. 10 min. ekstra czasu). Warto pamiętać o zdjęciu butów przed wejściem do schroniska (nawet jeśli to nie są jakieś wyjątkowo ciężkie buty górskie; są kapcie na zmianę) Niewielkie wątpliwości orientacyjne pojawiły się u nas na rozwidleniach dróg – drogowskazy na zdjęciach tym razem postaraliśmy się opisać tak, że może komuś pomogą i zaoszczędzą czasu na rozmyślanie. Latem na pewno warto pamiętać o czapce na głowę i kremie z wysokim filtrem plus butelka na/z wodą. Po obejściu zalodzonych stawów ktoś mógłby mieć dylemat – w lewo czy w prawo. W lewo droga wydaje się i krótsza i prostsza, w prawo po ostrym skręcie wychodzi na piękną, rozległą grań. Nie muszę dodawać, że wybraliśmy drogę granią. Szlak jest cały czas oznakowany – biało czerwony pasek. Wyżej w górach oznaczenie w postaci żółtych kropek na skałach, czasami żółtych kropek ze strzałkami. Na wierzchołku sporo miejsca, flaga Andory etc. No i zasięg więc można porozumieć się ze światem. Po godz. 16 byliśmy z powrotem przy aucie, robiąc tego dnia ok. 1400 m przewyższenia. W auto i z powrotem do Barcelon.

Góra Dzierżyńska 345 m n.p.m. Białoruś 

zdobyta dnia 26 lutego 2017 roku

Triglav 2864 m n.p.m. Słowenia

zdobyta dnia 17 września 2016 roku

Triglav 2864m jest najwyższym szczytem Alp Julijskich i najwyższym szczytem Słowenii. Wbrew temu co można by sądzić po nazwie (po słoweńsku „triglav” oznacza „trzygłowy”) szczyt Triglavu wcale nie ma trzech wierzchołków. Patrząc od schroniska Triglavski Dom na Kredarici na pierwszym planie (po lewej stronie) góruje Mały Triglav 2725 m, dalej, po prawej widać wierzchołek Triglava. Triglav jest bez wątpienia najważniejszym symbolem Słowenii – znajduje się w herbie i na fladze tego kraju. Pod koniec XIX w. ksiądz z pobliskiej wsi Jakob Aljaż odkupił szczyt by był on w słoweńskich rękach i niedługo potem postawił tam cylindryczną wieżę z blachy służącą za schronienie przed burzą, tzw. stołp Aljażeva (Aljażev stolp), otwarty w 1895 roku. Z inicjatywy księdza Aljaża powstało też schronisko pod szczytem Triglava (tzw. Aljażev Dom). Do Lublany lecimy z Gdańska w piątek. W Lublanie wypożyczamy auto i przez Mojstranę, gdzie robimy niewielkie zakupy w małym markecie, udajemy się dość stromą drogą w kierunku doliny Vrata. Docieramy na parking skąd około 200m dzieli nas od schroniska Aljażev Dom 1015m, w którym spędzamy noc (nocleg w 3-osobowym pokoju, z pościelą, dla członków Alpenverein to koszt 12euro, pozostali – dwa razy tyle…). Czekamy na resztę grupy, która jedzie w naszym kierunku autem z Częstochowy. Nazajutrz, po śniadaniu (5,40euro smaczne jajka sadzone na ‘bekonie’), mając na uwadze prognozy pogody i to, że padać ma przez cały dzień, wybieramy ponoć najprostszą z możliwych dróg (choć najdłuższą) – drogę przez Prag. Droga przez Prag faktycznie okazuje się długa i mozolna. Choć trudności technicznych po drodze właściwie nie ma – 1-2 tzw. via ferraty uzbrojone w dość sporą ilość stalówek, to droga do schroniska Triglavski Dom na Kredarici 2525m zajmuje nam tyle, ile przewidywany czas dotarcia na sam wierzchołek Triglava czyli około 6 godz. Jest ślisko, pada deszcz, tempo naszego marszu dalekie jest od przewodnickiego. W Triglavskim Domu zatrzymujemy się na zupę i staramy się choć trochę podsuszyć nasze rzeczy przed wyruszeniem na wierzchołek. Czekamy na pozostałych. Nie możemy się zameldować bo pokoje są wydawane dopiero od godz. 15. Ciepły kaflowy piec i bardzo miła pani w recepcji/bufecie sprawia, że nie tylko zupa dodaje nam sił. Jesteśmy ponad deszczowymi chmurami co oznacza lepszą aurę przy zdobywaniu szczytu. Drogowskaz przy schronisku pokazuje czas dotarcia na Triglav – 1 godz. Idziemy całkiem sprawnie, żeby było jeszcze sprawniej, tam gdzie pozwalają na to warunki, nie zawsze wpinamy się w liczne stalówki. Od schroniska już nie pada i nie jest tak ślisko jak na podejściu. Nie ma tłumów i „zatorów”, o których wspominają w przewodnikach. Jest czas na robienie zdjęć. Przez Mały Triglav 2725m pod stołp Aljażeva docieramy po godzinie z kwadransem… Warto być czujnym w drodze powrotnej do schroniska jeśli chodzi o pilnowanie szlaku – bardzo łatwo zejść do Domu Planika… Nocujemy w Triglavskim Domu. Schronisko jest największym (nocleg dla max 300 osób) i najwyżej położonym schroniskiem w Alpach Julijskich. Inicjatorem jego budowy był również ksiądz Jakob Aljaż. Inaczej niż znaleźliśmy w opisach schroniska – łazienki i toalety nie ma na każdym piętrze, jest w piwnicy/poziom „0” budynku. Pokoje od dwuosobowych z umywalką po sale wieloosobowe. Na „legitymację” Alpenverein, podobnie jak w Aljażev Dom, spora zniżka na nocleg. Przy schronisku znajduje się m.in. kapliczka, stacja meteo i lądowisko dla helikopterów. Po nocy w schronisku i śniadaniu (ponownie, sprawdzone 😉 jajka sadzone z bekonem i cena taka sama jak w Aljażev Dom, czyli 5,50euro) korzystamy ze słonecznej pogody i z tego, że deszczowe chmury są gdzieś daleko w dole – wchodzimy na pobliską Kredaricę 2541m (5-10min od schroniska). Na powrót wybieramy tzw. Tominskovą pot. Po drodze decydujemy się na krótki postój w Stanicev Dom (Dom Valentina Stanica pod Triglavom 2332m). 
Na wysokości ok. 2150m droga przez Prag łączy się z tzw. Tominskovą pot. Przeszliśmy obie i śmiało możemy powiedzieć, że ta druga jest zdecydowanie bardziej malownicza. Przez tzw. Tominskovą pot przebiega całkiem imponujący trawers, via ferrata, z dużą liczbą stalówek, który w sumie zajmuje około 2km. Schodząc w dół, dolna część szlaku to już las, który całkiem stromo, gdzieniegdzie drewnianymi schodami, gdzieniegdzie kamieniami i korzeniami, prowadzi nas, zmęczonych i przemoczonych, w okolice pomnika poległych partyzantów/górników (wbity duży, stalowy
hak z karabinkiem). W Aljażev Dom suszymy się przy gorącej kozie, jemy zupę i ruszamy w drogę do Lublany. Część z nas pakuje się do auta i wraca do Polski, my decydujemy się na noc w stolicy Słowenii. Następnego dnia, jeszcze przed wylotem do Gdańska, znajdujemy czas na to, żeby dotrzeć do centrum nad Lublanicę i popatrzeć na średniowieczny zamek ze Smoczego Mostu (Zmajski Most) i z mostu „potrójnego” (Tromostovje). Czas wykorzystany na maksa.

Howerla 2061 m n.p.m. Ukraina

zdobyta dnia 20 sierpnia 2016 roku

Jeśli ktoś myśli, że Karpaty ukraińskie są dzikie i bezludne, to z całą pewnością nie dotyczy to Howerli. A już na pewno Howerli w dniach 19 lub 24 sierpnia. My wybraliśmy się na najwyższy szczyt Ukrainy 20 sierpnia – sobota, weekend poprzedzający święto niepodległości Ukrainy (24.08) i dzień po grekokatolickim święcie tzw. Przemienienia Pańskiego, zwanego również tzw. jabłkowym Spasom (19.08). Tzw. jabłkowe Spasom to święto ustanowione na pamiątkę wydarzenia, gdy Jezus zabrał na górę (przyjmuje się, że była to góra Tabor) trzech swoich uczniów i objawił im się tam w rozmowie z Mojżeszem i Eliaszem. Podczas Spasom ludzie w cerkwiach święcą kosze z jabłkami, gruszkami, winogronami i innymi owocami. Przyjmuje się, że po tym dniu przychodzi jesień. My jednak jesieni ani w drodze na szczyt, ani na samym wierzchołku Howerli nie zauważyliśmy. Było bezwietrznie, słońce świeciło niemal przez cały czas, a kilka chmur pojawiło się dopiero przed samym szczytem. Było tłoczno, a my mieliśmy wrażenie, że przeważająca większość osób spotkanych na szlaku i na szczycie, to ludzi niekoniecznie na co dzień mający do czynienia z górami. 
Howerla 2061m to najwyższy szczyt Ukrainy – położona w paśmie Czarnohory, najwyższej części Beskidów, w granicach Karpackiego Parku Narodowego. Przed wejściem do parku konieczna jest rejestracja oraz uiszczenie opłaty. Jeśli chcemy kawałek dalej podjechać autem – przy rejestracji podajemy też numery samochodu. Autem podjeżdżamy pod bazę turystyczną tzw. Zaroślak. Droga fatalna i zgodnie przyznajemy, że prawdopodobnie jest to pierwszy i ostatni raz kiedy nasz kierowca pokonuje te, plus/minus 8km (czas około pół godziny). Dziura na dziurze to mało powiedziane. 
Słowo „hovirla” oznacza „trudne do przejścia” i jak się okazuje na szlaku faktycznie miejscami jest całkiem stromo. Startując spod tzw. Zaroślaka (wys. ok. 1250m n.p.m.) na górę wybieramy trasę krótszą w czasie (na zdjęciu z mapą zaznaczona po lewej stronie kolorem fioletowym) – na szczycie jesteśmy po około 2 godz. marszu. W dół schodzimy trasą oznaczoną w czasie jako dłuższa, łagodniejsza, niestety miejscami jest wąsko, co sprawia, że przy dużo większej ilości osób wchodzących tym szlakiem zmuszeni jesteśmy co jakiś czas przystawać (droga w dół około 2 godz. szlak zielony). 
Jeśli ktoś nie był – naprawdę warto.

Śnieżka 1602 m n.p.m. Czechy

zdobyta dnia 18 lutego 2016 roku

Chemin des Revoires 161 m n.p.m. Monako

zdobyte 8 grudnia 2015 roku

Monako. Drugie, po Watykanie, najmniejsze pod względem powierzchni niezależne państwo świata, ze słynną dzielnicą Monte Carlo. Głową państwa – książę Albert II z dynastii Grimaldich. W Monako występuje największa gęstość zaludnienia w Europie i druga na świecie (po Makau). Autochtoniczni mieszkańcy Monako? Monegaskowie, stanowią jedynie ok. 16% mieszkańców kraju. Najwyższy punkt Monako znajduje się na granicy z Francją, na zboczu  wzgórza, na wys. ok. 167m w pobliżu ulicy-schodów Chemin des Revoires. Flaga Monako jest taka sama jak flaga Indonezji  – czerwono-biała (jedyny taki przypadek na świecie). Dnia 08 grudnia 2015 roku dotarliśmy do tego niewielkiego, acz niezwykle malowniczego państwa.

Ta'dmejrek 253 m n.p.m. MALTA

zdobyty 6 grudnia 2015 roku

Gaizinkalns 312 m n.p.m. Łotwa

zdobyty 8 listopada 2015 roku 

O tym, że na szczycie Gaizinkalns 312m nie ma murowanej wieży (została wyburzona w grudniu 2012 roku) wiedzieliśmy jeszcze przed wyjazdem ale o tym, że w najwyższym miejscu na Łotwie przywita nas „malownicza” makieta wieży przekonaliśmy się dopiero na miejscu. Z trzema stokami narciarskimi, pomimo swojego niewielkiego wzniesienia, Gaizinkalns (Wyżyna Widzemska) stanowi popularny rejon narciarski Łotwy. Startując z centrum Rygi (w kierunku miejscowości Madona) podróż zajęła nam niecałe dwie godziny – drogą w większości szutrową.

Suur Munamagi 318 m n.p.m. Estonia

zdobyty 8 listopada 2015 roku

Po zdobyciu Gaizinkalns ruszyliśmy w kierunku granicy z Estonią by dotrzeć na jej najwyższe wzniesienie – Suur Munamagi 318m. Wiedzieliśmy, że wieża jest dostępna dla zwiedzających w listopadzie jedynie w godzinach 12:00-15:30 i nieśmiało liczyliśmy, że uda nam się dotrzeć na miejsce w tym właśnie czasie. Niestety, około kwadrans po zakreślonym czasie „urzędowania wieży”, na szczycie Estonii i w najwyższym miejscu wszystkich krajów nadbałtyckich nie zastaliśmy żywego ducha. Wieża obserwacyjna na szczycie jest szóstą z kolei, wybudowaną w 1939 roku (pierwsza wieża została wybudowana w 1812 roku). Suur Munamagi oznacza „Big Egg Mountain”.

Mont Blanc 4810 m n.p.m. Francja

zdobyty 28 sierpnia 2009 roku 

Elbrus 5642 m n.p.m. Rosja

zdobyty 8 sierpnia 2010 roku

Gerlach 2655 m n.p.m. Słowacja

zdobyty 24 kwietnia 2010 roku

Rysy 2499 m n.p.m. Polska

zdobyte 21 czerwca 2014 roku

Kneiff 560 m n.p.m. Luxemburg

zdobyty 24 czerwca 2014 roku

Slaettaratindur 882 m n.p.m. Wyspy owcze dania

zdobyty 21 czerwca 2014 roku

Wyspy Owcze to, stanowiący terytorium zależne Danii, archipelag 18 górzystych wysp wulkanicznych na Morzu Norweskim, położony pomiędzy Wielką Brytanią, Islandią a Norwegią. Językami urzędowymi są tu farerski i duński, a mieszkańcy w większości wyznają luteranizm. To miejsce na kuli ziemskiej z największą liczbą dni deszczowych w ciągu roku, miejsce, w którym żyje dwa razy więcej owiec niż ludzi (ok. 80 tys.). Slaettaratindur 882m posłużył nam za wyśmienity pretekst żeby odwiedzić tą atlantycką enklawę, wyjątkową pod każdym względem. Wielkie wrażenie wywarły na nas unikalne krajobrazy z morzem traw, fiordami, wybrzeżami klifowymi o wysokościach dochodzących do 800m, ptasie kolonie z maskonurami w roli głównej, które mieliśmy okazję obserwować na Mykines –  prawdziwe przyrodnicze eldorado. Jeśli podczas naszej drogi na Islandię będziemy mieli okazję raz jeszcze dotrzeć na Wyspy Owcze bez zastanowienia z niej skorzystamy.
p.s. Już po powrocie przeczytałam, że wełna farerskich owiec ma niespotykaną zawartość lanoliny i stąd właśnie wytwarzane tu lekko filcowane swetry są nieprzemakalne :-O

Mollehoj 170 m n.p.m. Dania

zdobyte 23 czerwca 2014 roku 

Signal de Botrange 694 m n.p.m. Belgia

zdobyty 24 czerwca 2014 roku

Vaalserberg 322 m n.p.m. Holandia

zdobyty 24 czerwca 2014 roku

Ben Nevis 1344 m n.p.m. Szkocja

zdobyty 10 listopada 2013 roku

Galdhopiggen 2469 m n.p.m. NORWEGIA

zdobyte 28 marca 2015 roku

Galdhopiggen 2469m położony w górach Jotunheimen to najwyższy szczyt Norwegii, Gór Skandynawskich i Półwyspu Skandynawskiego. Po drodze na wierzchołek stanęliśmy na szczytach Svellnose 2272m i Keilhaustopp 2355m. Silny i porywisty wiatr sprawiał, że i tak spory mróz był jeszcze bardziej dokuczliwy. Pierwszy raz zmarzliśmy tak, że z przestrachem myśleliśmy, czy pobielałe członki wrócą do normy… Szczęśliwie po powrocie do schroniska „odtajaliśmy”. Prawdziwa norweska zima kalendarzową wiosną.

Pico 2351 m n.p.m. Portugalia

zdobyte 3 grudnia 2014 roku

Wulkan Pico 2351m (port. Montanha do Pico) położony jest w archipelagu Azory, zaliczanym do Makaronezji. Dnia 03 grudnia 2014 roku w strugach ulewnego deszczu, przypłacając to wyjście dość długą i kosztowną „niedyspozycją” naszego Canona G12, jako jedyni tego dnia stanęliśmy na najwyższym szczycie Portugalii. Gdybyśmy zdobywali Pico w sezonie i w weekend pewnie wpisalibyśmy się do książki wejść w Casa da Montanha przy wejściu do szlaku. Będąc poza sezonem i w tygodniu zameldowaliśmy się w siedzibie strażaków (Bombeiros) w Madalenie wypełniając stosowny Permit Request to Access Pico Mountain Natural Reserve – Autonomous Climb. O tym, co oprócz najwyższego szczytu Portugalii przydarzyło nam się na Azorach – w zakładce FOTOprawieSTORY.

Torre 1993 m n.p.m. Portugalia

zdobyte 1 grudnia 2014 roku

Torre 1993m to najwyższy szczyt kontynentalnej Portugalii, położony w masywie górskim Serra da Estrela. Pod sam rozległy wierzchołek dotarliśmy autem 01 grudnia 2014 roku. Na „szczycie” w 1948 roku wybudowano 7-metrową wieżę, tak aby najwyższy punkt kontynentalnej Portugalii sięgał 2000m 🙂 W restauracji na szczycie – smaczna zupa caldo verde.

Góra Auksztocka 294 m n.p.m. LITWA

zdobyta 30 sierpnia 2014 roku

Całkiem nieplanowany wyjazd w ostatni weekend sierpnia (30 sierpnia 2014 roku) okazał się wyjazdem, podczas którego zdobyliśmy najwyższą górę Litwy – Górę Auksztocką 293,84m n.p.m. Ta „wysoka góra” (lit. aukštojas – wysoka, lit. kalnas – góra) znajduje się na wzniesieniach w Miednikach Królewskich, około 24km na południowy wschód od Wilna. W Galerii także zdjęcia z Józefowej Góry (293,60m n.p.m.), która do 2004 roku była uważana za najwyższą górę Litwy (obie góry dzieli jedynie 450m).

Monte Titano 739 m n.p.m. SAN MARINO

zdobyty 5 kwietnia 2014 roku

San Marino to leżące na siedmiu wzgórzach śródlądowe państewko, stanowiące enklawę na terenie Włoch, najstarsza republika na świecie – założona w 301 roku. Na trzech wierzchołkach najwyższej w państwie góry Titano wybudowano trzy zamki i połączono je murem, po którym można przejść z jednego zamku do drugiego. Najwyższy szczyt San Marino, drugą wieżę Monte Titano – La Cesta zdobyliśmy 05 kwietnia 2014 roku, wspinając się po brukowanych, wiodących w górę uliczkach, pomiędzy sklepikami z winem nalewanym do butelek o najróżniejszym kształcie, restauracjami i kawiarenkami, kramami z biżuterią i najróżniejszymi pamiątkami. Jeśli chodzi o wysokość Monte Titano to korzystając z różnych źródeł znaleźliśmy dwie informacje – 739m i 756m. Przyjmujemy: San Marino / Monte Titano 739m / Zdobyte dnia 05 kwietnia 2014 roku

Kékes 1014 m n.p.m. Węgry

zdobyty 6 września 2013 roku

W lesie bukowym Gór Mátra, trójbarwny kamień sygnalizuje, że właśnie dotarliśmy do najwyższego punktu Węgier –zdobyliśmy  Kėkes 1014m. Lecz zanim dotarliśmy na szczyt… musieliśmy przebyć żmudną, monotonną drogę, z licznymi trudnościami… w postaci, chociażby licznych dziur w asfalcie, które skrupulatnie były przez ekipę drogową usuwane? Łatane? 

W każdym razie panowie starali się, by wyglądało to na kawał ciężkiej roboty. Jeśli chodzi o szlak na Kékes to nie dajcie się zwieść pozornie prostej i oczywistej drodze na wierzchołek – rzut oka na plan trasy nie zajmie dużo czasu, a w razie kłopotu z orientacją na pewno okaże się nieoceniony 😉 I nie żeby tylko asfalt i asfalt 😉 gdzieniegdzie na drogę „wdzierał” się znany z przewodnickich opisów trasy las bukowy. Jeśli ktoś chciałby poszaleć na Węgrzech na nartach, to nic prostszego. I to na najwyższej górze w tym kraju. Kékes to dwa stoki narciarskie – północny (łatwiejszy) i południowy (trudniejszy). Dwoje w koronie dzielnie radzą sobie z trudami podejścia i ostro napierają na Kékes. Wreszcie na szczycie. I wymarzona pogoda 😉 Kilka kroków od zacnego trójkolorowego kamienia – wieża telewizyjna. Jak już stawiać takie wieże to oczywiście w najwyższym miejscu w kraju. Przed wjazdem windą na wieżę telewizyjną warto zapoznać się z informacjami przy wejściu (jak wyżej). 

Dla tych, którym nic się nie kojarzy – Uwaga! Niebezpieczeństwo poślizgu! Człowiek wyrżnie, głowę rozbije, zęby straci bo ni w ząb 😉 nie jest w stanie rozszyfrować co Węgier-bratanek miał na myśli… Lecz przed dotarciem do windy… Wejście-wyjście-wyjście-wejście… Be(járat)invited można by sobie skojarzyć (jak się wcześniej mocowało z drzwiami lub zerknęło do tłumacza Google…) Chociaż u nas to się chyba częściej spotyka pchać-ciągnąć-ciągnąć-pchać… Nasunąć się może skojarzenie z niemiecką Fernsehturm z berlińskiego Alexanderplatz, do której węgierskiej wieży telewizyjnej wprawdzie daleko, lecz widok z tej drugiej równie ujmujący. No i stoi w najwyższym miejscu w kraju, a trudno by ta berlińska Fernsehturm stanęła na szczycie Zugspitze;) W przewodnickich opisach znaleźć można informację o kolekcji miniaturowych alkoholi, która znajduje się na wieży telewizyjnej… Rzut oka na trunkowe zbiory i… nic specjalnego. Że obrazów brak, warto czymś ściany „przyozdobić”. Z daleka wygląda to jak jeszcze jeden kramik z tandetnymi pamiątkami, zwykły stragan szmaciarski…  

Węgierscy motocykliści upodobali sobie najwyższą górę w kraju na miejsce pamięci tych, którzy na motorach zginęli. Teren na szczycie Kékesa i słoneczna pogoda skłania do piknikowania. A na zejściu okazało się, że dzielna brygada drogowa uporała się z „trudnościami” na drodze. Niestrudzony zdobyciem najwyższej góry Węgier, Wojtek przebiegł 08 września 2013 roku w Budapeszcie półmaraton, w niedoścignionym dla mnie czasie, 1:47:02! Pewnie nie bez znaczenia był nieoceniony support team na trasie. Dla malkontentów i nieprzekonanych FOTOprawierelacją warto dodać, że Kékes wskazywany jest, obok Dunaju i Balatonu, na jedną z największych atrakcji turystycznych Węgier.

 

Grossglockner 3798 m n.p.m. Austria

zdobyty 22 czerwca 2013 roku

Grossglockner 3798 m, czyli Wielki Dzwon i pierwsza nasza perełka w Koronie Unii Europejskiej i Koronie Europy. Najwyższa góra Austrii zdobyta przez nas pod szyldem dwojewkoronie.pl dnia 22 czerwca 2013 roku razem z drużyną KW Gejzerek. Relacja z wizyty w Messner Mountain Museum Firmian przeczytacie na blogu a relację video zobaczycie w dziale video.

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn