Toskania

Toskania na wiosnę. Piza, Florencja, Siena - 04-07 kwietnia 2014 roku

Pizza? Florencja? Siena? Sztandarowe miasta Toskanii, z których każde mogłoby z powodzeniem stanowić wizytówkę tego malowniczego regionu Włoch. Które urzekło nas najbardziej? Zdecydowanie i zgodnie – Siena. Jeśli jeszcze nie byliście – gorąco zachęcamy, szczególnie na wiosnę, gdy wszystko wkoło kwitnie, a turystów niewielu. Siena przywitała nas kwitnącym stokrotkami gajem oliwnym. Zaczarowało nas to miejsce. Widok z gaju wprost na krainę Chianti. Chianti to jedna z najbardziej charakterystycznych części Toskanii.
Słynie z przepięknych krajobrazów i doskonałego wina. To kraina, w której krewni Michała Anioła produkowali wino, w której Amerigo Vespucci miał swoją farmę, zanim wyruszył odkrywać świat, Niccolo Machiavelli, rodowity mieszkaniec Chianti, napisał Księcia, a Galileo Galilei chwalił się, że jego wino jest najlepsze. Campo w Sienie to miejsce niezwykłe. Przepiękny rynek w kształcie muszli to jeden z najbardziej oryginalnych średniowiecznych placów w Europie. Wprost na brukowanym placu ludzie przysiadają ot tak sobie, niczym na ławce, trawniku. W jednym z przewodników czytamy, że ten plac onieśmiela, jest jak wielka scena teatralna…  Jeśli będziecie w Sienie 02 lipca lub 16 sierpnia to część Campo (dosłownie: pole) pokryte będzie ubitą gliną – traficie na najsłynniejszy lokalny festyn we Włoszech – Corsa del Palio, konną gonitwę wokół placu po specjalnie na tę okazję przygotowanym torze. Dziesięciu jadących na oklep dżokejów ścigać się będzie wokół Campo o tytułowe palio – proporzec-nagrodę dla zwycięzcy.
O zaciekłości gonitwy dość powiedzieć, że połowa koni kończy wyścig bez dżokeja (decyduje jednak fakt dotarcia do mety konia, niekoniecznie wraz z dżokejem). Niestety trybuny na placu są w większości zarezerwowane dla miejscowych. Dla nas, przyjezdnych, pozostaje miejsce w tłumie pośrodku Campo albo mniej lub bardziej trafiona miejscówka w jednej z uliczek wychodzących na rynek.  Jedna z wąskich uliczek, prowadząca wprost na pole 😉  A na polu, jak to zwykle na polu – wieża 😉 W Sienie – Torre Mangia, tuż obok Palazzo Pubblico (od siedmiu wieków siedziba „rajców” sienieńskich).  Sienieńskie klimaty.  Według legendy Sienę założyli synowie Remusa – Senio i Aschio, którzy uciekając przed Romulusem schronili się
w górach i wznieśli zamek Senio. Herbem miasta stało się godło ich rodu – wilczyca karmiąca Romulusa i Remusa. Stąd pojawiające się w Sienie, jak ten wyżej, pomniki. Odrywając się na chwilę od niezwykłości Sieny – w Toskanii wychodzi się na pole po szparagi 🙂 Wiosna to idealna pora jeśli chodzi o ten przysmak. I kolejny „pretekst” by właśnie wtedy odwiedzić Toskanię. Carlo Collodi twórca łobuzerskiej postaci Pinokia urodził się i został pochowany we Florencji (cmentarz przy bazylice San Minianto al Monte – my nie dotarliśmy, jeśli Wam się uda, dajcie znać czy na grobie Collodiego nie siedzi drewniany pajac;)) Collodi to pseudonim, który przyjął autor Pinokia od nazwy niewielkiej miejscowości w Toskanii, skąd pochodziła jego matka, leżącej na drodze pomiędzy Pizą, a Florencją. Do czasu gdy nie poznaliśmy bliżej historii twórcy Pinokia, Florencja kojarzyła nam się, między innymi, z Ponte Vecchio (most po lewej stronie). To na tym moście pod koniec XVI w. postawiono dwa szeregi sklepów jubilerskich, przekształcając go w rodzaj ekskluzywnej ulicy handlowej.  Na moście Ponte Vecchio (dosłownie: Stary Most), najstarszym z florenckich mostów na rzece Arno, zbudowanym z ciosów kamiennych w latach 1335-1345. Ta bardziej słoneczna strona mostu. Florencka Kampanila (pierwszy plan po lewej), katedralna dzwonnica (1359 r.). Elewacja pokryta jest wielobarwną dekoracją geometryczną, typową dla średniowiecznej architektury toskańskiej. Katedra Santa Maria del Fiore – symbol miasta i prawdziwa duma florentyńczyków. Zajmuje niemal cały plac Piazza del Duomo. Jedne z trzech par brązowych drzwi Baptysterium (ośmiobocznej budowli widocznej przed fasadą katedry Santa Maria del Fiore) z XIV i XV w. (podobno krok milowy w historii europejskiej rzeźby). Tak wyglądał plac Campo dei Miracoli gdy dotarliśmy do Pizy. A tak to Pole Cudów wyglądało w dniu, w którym opuszczaliśmy Pizę (pora dnia i pogoda zrobiły swoje ;)). Przed zdjęciami tego typu trudno się powstrzymać w takim miejscu – kto był, sam wie najlepiej. Wojtek próbował podtrzymać Torre Pendente di Pisa 😉 Jedynie kilka osób zwiedzających wieżę (bilet, w tym wejście do katedry 18 euro). Zero ludzi przy kasie z biletami, zero kolejki przy samej wieży. Idealna pora dla koneserów widoków z wieży. To właśnie w Pizie urodził się Galileusz, i to w Pizie znajduje się jeden z najstarszych uniwersytetów na świecie (1343 r.).

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn