Kilimandżaro 5895m
Zdobyte 22 lipca 2009 roku



Skoro „Nasze wulkany” z założenia „nie ułożą się” w Koronę Wulkanów, postanowiliśmy podzielić się w tym miejscu obrazkami z wyjazdu na jeden z bardziej znanych i dość licznie odwiedzanych wulkanów – afrykańskie Kilimandżaro 5895m. Ani przed wyjazdem, ani w jego trakcie, ani nawet po wyjeździe żadnemu z nas na myśl nie przyszło, że pewnego dnia połączy nas coś więcej niż góry, i że zdecydujemy się „ciągnąć” przez życie projekt, umownie na potrzeby tej „zajawki” nazwany dwojewkoronie.pl ;) Nie był to nasz pierwszy wspólny wyjazd. Aby „przetrzeć się” przed Kilimandżaro, złapać trochę aklimatyzacji, Wojtek zaproponował bym przed lipcową Afryką dołączyła w czerwcu do wyjazdu na Blanka… Aż mi dech zaparło z wrażenia, że jest realna szansa na dotarcie w Alpy. Oczywiście, bez namysłu się zgodziłam, uprzedzając jednak uczciwie, że nigdy wcześniej nie miałam raków na nogach ani czekana w ręku, a „w dyspozycji” mam jedynie buty skórzane, jednowarstwowe (które zresztą doszczętnie wtedy przemokły...) Otóż nie okazało się to większym problemem (do tej pory nie wiem czy zrobiłam „dobre wrażenie” ;) czy po prostu Wojtek potrzebował kolejną osobę do grupy bo mu się „kalkulowało” czy może był jakiś inny powód złożonej mi propozycji wyjazdu. Aklimatyzacyjnie, przed wjazdem kolejką na Aiguille du Midi, weszliśmy na Aiguille du Tour (3542m). Dla ciekawskich zakończenia – nie weszliśmy wtedy na Blanka. Wojtek wybrał drogę zwaną tu i ówdzie „Cosmique Route” i z przełęczy Col de la Brenva, z powodu mojej kiepskiej kondycji (bardzo, bardzo, stale i nieustannie przepraszam towarzyszki tamtego wyjazdu z powodu tego odwrotu) rozpoczęliśmy wycof. No ale miało być o Afryce, wulkanie, czyli o Kilimandżaro, a zrobiło się RaczejRefleksyjnie… Dodam tylko, że po zdobyciu Kilimandżaro, pod koniec sierpnia jeszcze raz ruszyłam w Alpy i wtedy już stanęliśmy razem z Wojtkiem na szczycie Mont Blanc :) I jeszcze dodać muszę, że marzy mi się ta „kosmiczna ruta”, tym razem pod szyldem dwojewkoronie.pl… Zapraszamy na obrazki z Kilimandżaro, wyjazdu, który stał się „przyczynkiem” naszej znajomości ;)  a.