TRIGLAV wizytowka

Triglav 2864m
Słowenia

Zdobyta dnia 17 września 2016 roku

 

Triglav 2864m jest najwyższym szczytem Alp Julijskich i najwyższym szczytem Słowenii. Wbrew temu co można by sądzić po nazwie (po słoweńsku „triglav” oznacza „trzygłowy”) szczyt Triglavu wcale nie ma trzech wierzchołków. Patrząc od schroniska Triglavski Dom na Kredarici na pierwszym planie (po lewej stronie) góruje Mały Triglav 2725 m, dalej, po prawej widać wierzchołek Triglava. Triglav jest bez wątpienia najważniejszym symbolem Słowenii – znajduje się w herbie i na fladze tego kraju. Pod koniec XIX w. ksiądz z pobliskiej wsi Jakob Aljaż odkupił szczyt by był on w słoweńskich rękach i niedługo potem postawił tam cylindryczną wieżę z blachy służącą za schronienie przed burzą, tzw. stołp Aljażeva (Aljażev stolp), otwarty w 1895 roku. Z inicjatywy księdza Aljaża powstało też schronisko pod szczytem Triglava (tzw. Aljażev Dom).

Do Lublany lecimy z Gdańska w piątek. W Lublanie wypożyczamy auto i przez Mojstranę, gdzie robimy niewielkie zakupy w małym markecie, udajemy się dość stromą drogą w kierunku doliny Vrata. Docieramy na parking skąd około 200m dzieli nas od schroniska Aljażev Dom 1015m, w którym spędzamy noc (nocleg w 3-osobowym pokoju, z pościelą, dla członków Alpenverein to koszt 12euro, pozostali – dwa razy tyle…). Czekamy na resztę grupy, która jedzie w naszym kierunku autem z Częstochowy. Nazajutrz, po śniadaniu (5,40euro smaczne jajka sadzone na ‘bekonie’), mając na uwadze prognozy pogody i to, że padać ma przez cały dzień, wybieramy ponoć najprostszą z możliwych dróg (choć najdłuższą) – drogę przez Prag. Droga przez Prag faktycznie okazuje się długa i mozolna. Choć trudności technicznych po drodze właściwie nie ma – 1-2 tzw. via ferraty uzbrojone w dość sporą ilość stalówek, to droga do schroniska Triglavski Dom na Kredarici 2525m zajmuje nam tyle, ile przewidywany czas dotarcia na sam wierzchołek Triglava czyli około 6 godz. Jest ślisko, pada deszcz, tempo naszego marszu dalekie jest od przewodnickiego.

W Triglavskim Domu zatrzymujemy się na zupę i staramy się choć trochę podsuszyć nasze rzeczy przed wyruszeniem na wierzchołek. Czekamy na pozostałych. Nie możemy się zameldować bo pokoje są wydawane dopiero od godz. 15. Ciepły kaflowy piec i bardzo miła pani w recepcji/bufecie sprawia, że nie tylko zupa dodaje nam sił. Jesteśmy ponad deszczowymi chmurami co oznacza lepszą aurę przy zdobywaniu szczytu.

Drogowskaz przy schronisku pokazuje czas dotarcia na Triglav - 1 godz. Idziemy całkiem sprawnie, żeby było jeszcze sprawniej, tam gdzie pozwalają na to warunki, nie zawsze wpinamy się w liczne stalówki. Od schroniska już nie pada i nie jest tak ślisko jak na podejściu. Nie ma tłumów i „zatorów”, o których wspominają w przewodnikach. Jest czas na robienie zdjęć. Przez Mały Triglav 2725m pod stołp Aljażeva docieramy po godzinie z kwadransem…

Warto być czujnym w drodze powrotnej do schroniska jeśli chodzi o pilnowanie szlaku – bardzo łatwo zejść do Domu Planika…

Nocujemy w Triglavskim Domu. Schronisko jest największym (nocleg dla max 300 osób) i najwyżej położonym schroniskiem w Alpach Julijskich. Inicjatorem jego budowy był również ksiądz Jakob Aljaż. Inaczej niż znaleźliśmy w opisach schroniska – łazienki i toalety nie ma na każdym piętrze, jest w piwnicy/poziom „0” budynku. Pokoje od dwuosobowych z umywalką po sale wieloosobowe. Na „legitymację” Alpenverein, podobnie jak w Aljażev Dom, spora zniżka na nocleg. Przy schronisku znajduje się m.in. kapliczka, stacja meteo i lądowisko dla helikopterów.

Po nocy w schronisku i śniadaniu (ponownie, sprawdzone ;-) jajka sadzone z bekonem i cena taka sama jak w Aljażev Dom, czyli 5,50euro) korzystamy ze słonecznej pogody i z tego, że deszczowe chmury są gdzieś daleko w dole – wchodzimy na pobliską Kredaricę 2541m (5-10min od schroniska). Na powrót wybieramy tzw. Tominskovą pot. Po drodze decydujemy się na krótki postój w Stanicev Dom (Dom Valentina Stanica pod Triglavom 2332m).

Na wysokości ok. 2150m droga przez Prag łączy się z tzw. Tominskovą pot. Przeszliśmy obie i śmiało możemy powiedzieć, że ta druga jest zdecydowanie bardziej malownicza. Przez tzw. Tominskovą pot przebiega całkiem imponujący trawers, via ferrata, z dużą liczbą stalówek, który w sumie zajmuje około 2km. Schodząc w dół, dolna część szlaku to już las, który całkiem stromo, gdzieniegdzie drewnianymi schodami, gdzieniegdzie kamieniami i korzeniami, prowadzi nas, zmęczonych i przemoczonych, w okolice pomnika poległych partyzantów/górników (wbity duży, stalowy hak z karabinkiem).

W Aljażev Dom suszymy się przy gorącej kozie, jemy zupę i ruszamy w drogę do Lublany. Część z nas pakuje się do auta i wraca do Polski, my decydujemy się na noc w stolicy Słowenii. Następnego dnia, jeszcze przed wylotem do Gdańska, znajdujemy czas na to, żeby dotrzeć do centrum nad Lublanicę i popatrzeć na średniowieczny zamek ze Smoczego Mostu (Zmajski Most) i z mostu „potrójnego” (Tromostovje). Czas wykorzystany na maksa.