wizytwka Hoverla 2061m

Howerla 2061m
Ukraina
Zdobyta dnia 20 sierpnia 2016 roku

 

 

Jeśli ktoś myśli, że Karpaty ukraińskie są dzikie i bezludne, to z całą pewnością nie dotyczy to Howerli. A już na pewno Howerli w dniach 19 lub 24 sierpnia. My wybraliśmy się na najwyższy szczyt Ukrainy 20 sierpnia – sobota, weekend poprzedzający święto niepodległości Ukrainy (24.08) i dzień po grekokatolickim święcie tzw. Przemienienia Pańskiego, zwanego również tzw. jabłkowym Spasom (19.08). Tzw. jabłkowe Spasom to święto ustanowione na pamiątkę wydarzenia, gdy Jezus zabrał na górę (przyjmuje się, że była to góra Tabor) trzech swoich uczniów i objawił im się tam w rozmowie z Mojżeszem i Eliaszem. Podczas Spasom ludzie w cerkwiach święcą kosze z jabłkami, gruszkami, winogronami i innymi owocami. Przyjmuje się, że po tym dniu przychodzi jesień.

My jednak jesieni ani w drodze na szczyt, ani na samym wierzchołku Howerli nie zauważyliśmy. Było bezwietrznie, słońce świeciło niemal przez cały czas, a kilka chmur pojawiło się dopiero przed samym szczytem. Było tłoczno, a my mieliśmy wrażenie, że przeważająca większość osób spotkanych na szlaku i na szczycie, to ludzi niekoniecznie na co dzień mający do czynienia z górami.

Howerla 2061m to najwyższy szczyt Ukrainy - położona w paśmie Czarnohory, najwyższej części Beskidów, w granicach Karpackiego Parku Narodowego. Przed wejściem do parku konieczna jest rejestracja oraz uiszczenie opłaty. Jeśli chcemy kawałek dalej podjechać autem – przy rejestracji podajemy też numery samochodu. Autem podjeżdżamy pod bazę turystyczną tzw. Zaroślak. Droga fatalna i zgodnie przyznajemy, że prawdopodobnie jest to pierwszy i ostatni raz kiedy nasz kierowca pokonuje te, plus/minus 8km (czas około pół godziny). Dziura na dziurze to mało powiedziane.

Słowo „hovirla” oznacza „trudne do przejścia” i jak się okazuje na szlaku faktycznie miejscami jest całkiem stromo. Startując spod tzw. Zaroślaka (wys. ok. 1250m n.p.m.) na górę wybieramy trasę krótszą w czasie (na zdjęciu z mapą zaznaczona po lewej stronie kolorem fioletowym) – na szczycie jesteśmy po około 2 godz. marszu. W dół schodzimy trasą oznaczoną w czasie jako dłuższa, łagodniejsza, niestety miejscami jest wąsko, co sprawia, że przy dużo większej ilości osób wchodzących tym szlakiem zmuszeni jesteśmy co jakiś czas przystawać (droga w dół około 2 godz. szlak zielony).

Jeśli ktoś nie był – naprawdę warto.