12th Baikal Ice Marathon 2016

06/03/2016

W co się ubrać na bieg po zamarzniętym jeziorze?

 

 

baikalMaraton 

 

12th Baikal Ice Marathon 2016

Postanowiłam napisać o tym, o czym sama chciałam przeczytać przed biegiem ale nigdzie nie znalazłam tekstu, który w pełni odpowiadałby na wszystkie moje pytania. W co ubierają się zawodnicy na bieg, szczególnie tak wyjątkowy jak bieg po zamarzniętym Baikale? Co pakują do kieszeni? Co jedzą i piją w czasie biegu?

Po dotarciu do domu, jeszcze przed zrobieniem prania ;-) zważyliśmy wszystko to, co każdy z nas miał na sobie tego dnia (ubranie + kieszenie).

Asia - "osprzęt biegowy" wagi ok. 3565g

Wojtek - "osprzęt biegowy" wagi ok. 3670g

Ponieważ koncepcje na to, w co się ubrać nie do końca mieliśmy jednakowe, poniżej zestawienie biegowej garderoby w układzie Asia-Wojtek.

Asia:

Zaczynając od tego co najbliżej ciała, bo to najczęściej zakładamy jako pierwsze ;-)

Bielizna - bokserki "Devold", z merino; stanik biegowy "ShockAbsorber"; koszulka z długim rękawem, ta najbliżej ciała - "XTM" Australian Merino (zakupiona na hali w TKMaxx), na nią, dość mocno przylegająca (ktoś mi powiedział przed biegiem, że warto tą pierwszą koszulkę „docisnąć”...) - koszulka z krótkim rękawem typu ActivDry (w pakiecie startowym 1.Półmaratonu w Gdańsku). Dalej, po to żeby grzać ale też pewnie chronić od wiatru – kurtka, która rewelacyjnie spisywała się na treningach, a i podczas biegu dała radę - "Odlo" z cienkiego primaloftu, dedykowana m.in. do narciarstwa biegowego (zamek błyskawiczny na całej długości, bez kaptura, ze stójką i przedłużonym rękawem "z dziurą na kciuk"). Jako wierzchnia warstwa na górę - windstopper "The North Face" Summit Series, który dzielnie walczył ze mną w górach i który może do biegania jest trochę za sztywny, za ciężki - dał jednak radę i na zmarzniętej tafli jeziora (zamek błyskawiczny na całej długości, dwie kieszenie na zamek - co w nich - poniżej, bez kaptura, ze stójką pod brodę). Na górę dodałam jeszcze cienką koszulkę "Surge" Thermo Cold z orłem na ramieniu (miałam założyć koszulkę, którą dostałam w prezencie od mojej siostry :-* ale tej (koszulki ;-)) rozmiar okazał się zbyt duży na tak wietrzną pogodę - bałam się, że będzie działać jak czasza spadochronu...). Na szyi miałam dwa buffy - bliżej ciała "DLX" Trespass (dwubiegunowy buff – z jednej strony perforacja typu "high ventilation" - duże otwory do oddychania, z drugiej strony "low ventilation"- mniejsze otwory do oddychania). Świetnie sprawdził się u Wojtka. Ja do niego dołożyłam "ocieplenie" w postaci buffa z polaru. Kominiarki nie miałam. Na głowie szturmowa czapka z gór - "The North Face" Gore Windstopper (z nausznikami i gumką pod brodą). Dlaczego wcześniej wspominałam o tych stójkach pod brodą? Otóż dwie takie "stójki" na zamek, plus dwa buffy powodowały, że w okolicach szyi było mi trochę...sztywno? Ciepło, bezwietrznie ale mało elastycznie. Ponieważ nie miałam kominiarki i jedną czapkę na głowie (która, jak się ją naciągnie na czoło "daje prześwit" na karku) - oba buffy naciągnęłam z tyłu na czapkę do połowy głowy.

Twarz (nie mając w tej kwestii doświadczenia, a stosując się jedynie do rad) zakleiłam w miejscach najbardziej narażonych na działanie wiatru i mrozu (nos, kości policzkowe) taśmą używaną do rehabilitacji (Classic Kinesio Tape, zakupiona na hali w TKMaxx) – pomysł, który mam zamiar powtórzyć przy niskiej temperaturze, silnym wietrze bo się sprawdził. Nieosłonięte miejsca na twarzy posmarowałam pomadką ochronną "Tisane" i najzwyklejszą wazeliną. Przez cały bieg miałam odsłonięte usta i buffy zaciągnięte jedynie na brodę (inaczej niż W.) i większej szkody z tego powodu nie było. Przed biegiem rozważałam - okulary czy gogle. Wybrałam (inaczej niż W.) - gogle narciarskie "Uvex" i z tego wyboru byłam bardzo zadowolona. Wbrew obawom w ogóle nie parowały i były wygodne podczas biegu.

Jeśli chodzi o to, co się działo ;-) od  pasa w dół (poza wspomnianymi już bokserkami z merino). Jedyną długą warstwę na nogi stanowiły leginsy biegowe "Kalenji", dedykowane do biegania w zimie (z takim "meszkiem" od wewnętrznej strony, zakupione na hali w Decathlonie). Drugą warstwą na nogi były spodenki z primaloftu "Odlo" (długość do kolan, gramatura primaloftu podobna jak w kurtce). Pomimo, że na starcie czułam chłód w pasie – koniec skarpety początek nogawki "Odlo", to jednak zaraz po starcie ślad po chłodzie w tym miejscu zaginął i dalej to zestawienie spisywało się znakomicie. Na stopach wygrała opcja – dwie ciepłe skarpety, czyli bliżej ciała skarpety "Devold" z merino powyżej 60%, dedykowane m.in. do narciarstwa biegowego, na nie, gwoli docieplenia - wełniane skarpety "Smartwool", wersja górska, chyba ta najcieplejsza. Wybór okazał się w moim przypadku doskonały - zero odcisków, stopy mi nie zmarzły. Jako alternatywę rozważałam też wersję - bliżej ciała skarpety biegowe, startowe, potem wełniane żeby docieplić.

Buty okazały się przysłowiowym strzałem w dziesiątkę. Oboje wybraliśmy "Salomon SpikeCross". Na co dzień noszę rozmiar 39, na spajki zdecydowałam się w rozmiarze 41 i 1/3 - wybór rozmiaru okazał się trafny (buty można kupić, przymierzyć m.in. w gdańskim outlecie Salomona na Szadółkach). Buty, w których biegliśmy miały kolce, które nie do końca mogliśmy sprawdzić, wykorzystać na wyjątkowo zaśnieżonej tafli jeziora – z opinii osób, które taką możliwość miały wcześniej - radziły sobie (kolce ;-)) Przy zakupie butów rozważaliśmy też Salomon Snowcross (zasadnicza różnica - spajki przed kostkę, snowcrossy za kostkę, no i waga...). W snowcrossach (miałam okazję przymierzyć) było mi za ciasno w kostce, sztywno, niewygodnie... Do spajków dołożyłam stuptuty Salomona, które miały chronić stopy przed śniegiem i które funkcję swoją spełniły. Ręce. Z nimi, jeśli chodzi o wybór, od początku nie miałam problemu - bliżej ciała cienkie rękawiczki polarowe, na wierzch - górskie łapawice, czyli "Adidas" Windstopper ClimaWarm i "The North Face" Himalayan 800 Windstopper - było akurat. Do całej biegowej garderoby doszedł oczywiście numer startowy ;-).

Wojtek:

A więc od dołu do góry. Na nogach te same buciki co Asia, tyle że trzeba kupić dwa numery za duże, gdyż musi być trochę miejsca na stopę i dwie pary skarpet. Skarpety pierwsza, bliżej skóry biegowa, startowa do maratonu, a druga "Devold" z merino powyżej 60% wersja ski, aby była jak najwyższa, aż pod kolano. Dodatkowo do spajków dołożyłem stuptuty Salomona, do biegania po górach.  Na tyłek niezniszczalne majty „Craft” z dodatkowym ociepleniem z przodu  na „męskie  klejnoty”. Na nie getry „Kwark” z powerstrech do kostek, a na to hit, spodnie do kolan z primaloftu dla narciarzy Ski tourowych („Odlo”).

Na moim torsie koszulka z długim rękawem „Kalenji”, a na to kurtka z primaloftu z kapturem („Montano”), który podczas biegu był cały czas na mojej głowie. Pod kapturem czapka biegowa, zimowa „Adidas” Climawarm i na to, aby osłonić czoło opaska (jeszcze z Patagonii, wiecznie żywe „Trango”) aby zabezpieczyć zatoki przed zimnem i wiatrem. Na szyi i twarzy, druga rewelacja, komin DLX firmy Trespass, mogłem swobodnie oddychać, przez dziurki na całej trasie (opcja „high ventilation”). Na twarzy zmyślnie wycięte w zaciszu hotelu w Irkutsku osłonki z Classic Kinesio Tape, które miałem naklejone na wrażliwe na zimno miejsca na mojej twarzy. Na nosie okulary „Julbo” model Cameleon. Na dłoniach miałem rękawice puchowe z jednym palcem firmy „Marrmot”.

Co mieliśmy w kieszeniach na trasie?

Asia – w kieszeni jedna cienka polarowa kominiarka i cienki komin "dwojewkoronie", pomadka "Tisane", tabletki przeciwbólowe (z myślą o kolanie...), "krótkie" rozgrzewacze do stóp (które mogłyby być użyte również do rąk).  Miałam też pas do biegania, a w nim 6 żeli energetycznych "PowerGel" i telefon.

Wojtek – w głębokiej kieszeni kurtki komórka i aparat, na pasie 6 żeli energetycznych „PowerGel”, tabletki przeciwbólowe i rezerwowa czapka, cienkie rękawiczki oraz czapka na zmianę.

Co jedliśmy i piliśmy podczas biegu?

Asia – na trasie było 6 punktów odżywczych i z każdego korzystaliśmy. Na każdym punkcie zjadałam 1 żela i piłam 2 kubki ciepłej herbaty z cukrem (w kubku ok. połowa objętości). Żeby pozbyć się smaku żela z ust, za przykładem jakiegoś Rosjanina, na jednym z ostatnich punktów zjadłam 2 plasterki cytryny - okazały się rewelacyjne – niebo tropików w gębie ;-)

Wojtek – podczas biegu zjadłem 6 żeli i wypiłem 6-8 kubków herbaty serwowanej przez organizatorów.

Czy coś byśmy zmienili jeśli chodzi o ubiór, jedzenie, picie podczas biegu, ilość rzeczy w kieszeniach?

Asia – jeśli chodzi o ubiór to przy takich warunkach pogodowych nic bym nie zmieniła. Może tylko to, mając wiedzę, że nawet w tak niskiej temperaturze nie muszę oddychać przez buffa, zrezygnowałabym z niego ("DLX") na rzecz cienkiej kominiarki po to, by było mi bardziej komfortowo i by łatwiej mi było oglądać się za siebie ;-) Z kieszeni wyjęłabym cienką kominiarkę. Tabletki, mimo, że nie było potrzeby żeby ich użyć - zostawiłabym, także pomadkę - choć nie chciało mi się jej wyjmować podczas biegu i smarować... Ilość żeli - po dziurki w nosie ;-)

Wojtek – zabrałbym kamerę, bo zdjęcia nie oddają atmosfery, klimatu tego miejsca.

* Ponieważ razem z nami (maratończykami) biegły również osoby na dystansie półmaratonu - na 21km, oprócz dwóch toalet (ToiToi), ustawiony był namiot, w którym półmaratończycy grzali się po biegu, i w którym w razie potrzeby, można było się przebrać, ogrzać itp. (nie zaglądaliśmy do środka ale tak to wyglądało).

** Na punktach odżywczych - ciepła herbata z cukrem, cytryna, orzechy, suszone owoce, ser, cukierki, czekoladki, żelki, woda. Na kilku ostatnich – RedBulle. Zero chleba, kiełbasy, wódki, no chyba, że ci biegnący przed nami opróżnili bufety z tych "rarytasów" ;-)

 

06/03/2016 Tanhoi – Listvyanka - 42km 195m

Joanna Mędraś

Wojciech Wiwatowski

www.dwojewkoronie.pl