Teneryfa i La Gomera

z wizytą na Hawajach Europy

16-23.01.2014

Teneryfa i La Gomera obok wysp Gran Canaria, Fuerteventura, Lanzarote, La Palma i El Hierro oraz sześciu niewielkich, bezludnych wysp tworzą archipelag wulkaniczny Wysp Kanaryjskich, położony na północny zachód od wybrzeży Afryki. Geograficznie wchodzą w skład Makaronezji, czyli grupy wysp na północno-wschodnim Atlantyku, do której zaliczają się także m.in. Madera, Azory czy Wyspy Zielonego Przylądka. Nazwa wysp pochodzi od łacińskiego słowa canis (pies), ponieważ na wyspach grasowały duże stada dzikich psów. Natomiast nazwa ptaka „kanarek” pochodzi od nazwy archipelagu, nie zaś odwrotnie. Każda z Wysp Kanaryjskich jest inna - mówi się, że tych siedem wysp atlantyckich to siedem światów…

 

Starożytni nazywali Teneryfę „Nivaria”, czyli „wyspa śniegu”. Jak łatwo się domyślić z powodu górującego nad wyspą, często ośnieżonego stożka Teide.

 

Dzięki kolejce El Teleférico można się dostać z wysokości 2356m na wysokość 3555m, i to w zaledwie 8 minut. Potem już tylko niecałe 200m i (podobno) żelazny krzyż na szczycie Teide 3718m oraz zapach siarki ;)

 

Roques de García na tle Teide to naprawdę fascynujący widok.

Przypuszczalnie najefektowniejsza grupa skał wulkanicznych na terenie wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO Parku Narodowego Teide.

 

Niech Was nie zmyli to ciężkie niebo, które wisi nad Los Cristianos.

Wizyta w styczniu na Teneryfie to gwarantowana, przyjemna temperatura 19-22st. C

i wbrew pozorom – brak deszczu.

 

 

Los Gigantes – potężne, wznoszące się na wysokość 600m Klify Gigantów,

na zachodzie Teneryfy.

 

Jedna z niezwykłych budowli z piasku, które można spotkać na plaży Los Cristianos.

Podobno to właśnie Los Cristianos (przynajmniej w okolicach portu) udało się zachować odrobinę z dawnej, rybackiej wioski, z urokliwymi uliczkami, które powstały jeszcze przed turystycznym „boomem”.

 

Plaże Teneryfy to nie tylko leżaki, parasole i „babki z piasku”. Przez to, że Wyspy Kanaryjskie położone są na drodze passatów stanowią topowy region żeglarski
i świetne miejsce dla surferów, kitesurferów czy windsurferów (choć prym wiedzie tu oczywiście nie Teneryfa lecz Fuerteventura).

 

Nie tylko nas urzekła jedna z „dzikich plaż” i ludzie z deskami zmagający się
z falami.

 

Nawet jeśli ktoś nie jest fanem zwierząt, nie lubi obiektów typu „zoo” to i tak
po wizycie w Loro Parku, w północnej części Teneryfy z pewnością powie, że wizyta w tym niesamowitym miejscu mu się podobała.

 

Tyle zwierząt, które zrobiły na nas wrażenie, że trudno umieścić tu wszystkie. Niezwykłe pingwinarium, w którym pingwiny mają zapewnione warunki zbliżone do naturalnych (m.in. śnieg, odpowiednia temperatura i nasilenie światła regulowane odpowiednio do pory dnia i roku), niesamowite akwarium, w którym rekiny przepływają nad głowami, urocze maskonury (puffiny), które mamy nadzieję zobaczyć w ich naturalnym środowisku, wzruszające orki, zabawne foki i lew morski, papugi „cyrkówki”, białe tygrysy, żółwie z Galapagos to tylko niewielka część tego, co udało nam się w Loro Parku zobaczyć. No i spotkanie z gorylami, tym razem jeszcze nie we mgle…

 

Jeśli spojrzeć na Wyspy Kanaryjskie „od kuchni” to oprócz charakterystycznych krótkich, zakrzywionych, słodkich bananów, spotkamy tu ziemniaki, które inaczej niż na pozostałym terytorium Hiszpanii (gdzie zwą się patatas) nazywane są (jak
w Ameryce Południowej) – papas. Młode, niedużych rozmiarów, podawane
w łupinach z gruboziarnistą solą i wyśmienitymi kanaryjskimi sosami mojo verde
i mojo rojo są tym, na co warto się skusić będąc na Wyspach.

 

Widok z La Gomery na Teneryfę – Pico del Teide.

Wypływamy z Los Cristianos i po około 40 minutach jesteśmy w porcie San Sebastian, stolicy La Gomery.

 

Główna ulica stolicy La Gomery – San Sebastian nie jest ani zbyt ruchliwa ani efektowna. Niemniej można przy niej znaleźć warte odwiedzenia – Casa-Museo Colón, dom-muzeum, w którym podobno nocował Krzysztof Kolumb podczas pobytu na wyspie czy Iglesia de la Asunción – kościół, w którym ponoć modlił się odkrywca przed podróżą do Nowego Świata.

Torre del Conde, czyli wieża Hrabiego uchodzi za jeden z pierwszych budynków wzniesionych na Gomerze. Podobno piraci, którzy przybyli na wyspę w XVI w. nie mogli powstrzymać się od śmiechu na widok tak mało solidnej budowli obronnej…

 

Wyspa La Gomera - dzika, zielona, z deszczami horyzontalnymi i bananowymi gajami, nie „skażona turystycznie” - Isla Columbina. To właśnie San Sebastian było ostatnim miastem, w którym w 1492 roku zatrzymał się wielki żeglarz w drodze do Ameryki.

 

 

Park Narodowy Garajonay, leżący w samym sercu Gomery stanowi 10% jej powierzchni. Rezerwat słynie z największego na świecie lasu wawrzynowego (laurowego), który w trzeciorzędzie pokrywał niemal całą Europę, a zniknął podczas epoki lodowcowej. Na Gomerze przetrwał dzięki panującym tu wyjątkowym warunkom klimatycznym – umiarkowanej temperaturze, obfitym opadom i dużej wilgotności powietrza.

 

Wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO (1986) Park Narodowy Garajonay wziął swoją nazwę od imion młodych kochanków, których historia przypomina opowieść Romea i Julii – guanczowskiej księżniczki Gary i chłopaka z Teneryfy – Jonaya.

 

Mieszkańcy La Gomery na skutek trudnego ukształtowania terenu, rozwinęli jedyny w swoim rodzaju język, język gwizdany zwany el silbo (gwizd).

Warto wziąć udział w pokazie, podczas którego silbadores w niezwykły sposób porozumiewają się ze sobą.

Od 2001 r. języka silbo obowiązkowo uczy się w szkole.

 

„Teide” w języku Guanczów, rdzennych mieszkańców Wysp Kanaryjskich oznacza „piekielną górę”. Guanczowie wierzyli, że na szczycie wulkanu zamieszkują siły zła…  i być może właśnie te „złe siły” sprawiły, że tym razem nie udało nam się stanąć na wierzchołku :( Następnym razem „uzbrojeni” w ogromny optymizm, pozytywną energię i dobre fluidy wyruszymy naprzeciw „złym siłom”, które drzemią na tej „piekielnej górze” i staniemy na samym jej szczycie :)