Moja Asia, do której zwracam się często Rusałko, a czasami Oso, w zależności od jej nastroju, lubi się wspinać w górach, tak samo jak dreptać z plecakiem, lubi wyjazdy bliskie choćby na Wieżycę, tak jak i te dalekie, w odległe krainy. Kocha podróże palcem po mapie, jak również z plecakiem w nieznane. Jest uzależniona od porannej kawy z ekspresu, tak samo jak od produktów Tchibo ;), które przywdziewa, gdy wyruszamy razem do lasu pobiegać. Lubi łamać bariery. I tak: ma w nogach zaliczony berliński półmaraton, ma w rakach zdobyty Matterhorn i Mont Blanc, ma aparatem zrobionych trochę fajnych zdjęć, a w głowie mnóstwo pomysłów.

Walkę z grawitacją, której często się poddaje, rozpoczęła jako dziecko na tatrzańskiej Orlej Perci, potem oszlifowała ją w skałach Jury Krakowsko – Częstochowskiej,

a pewności nabrała w obcowaniu z nią w Alpach i Andach. Planuje razem ze mną zdobyć wiele podróżniczych i górskich koron, chociażby koronę Tatr czy Alp.

Poza podróżami lubi ścinać, gdy gramy w siatkę, ale też się wcinać, jak coś do niej mówię. Słucha w samochodzie radia Eska Rock, co dla mnie jest małym szokiem. Gustuje w wytrawnym czerwonym winie i pasuje do mojego modelu Żony.