Atlas wysp odległych

There are no translations available.

     „Atlas wysp odległych” Judith Schalansky otrzymał swego czasu (2009) pierwszą nagrodę w konkursie na najpiękniejszą niemiecką książkę roku. Choć fanem wysp jako takich nie jestem, do zakupu atlasu „podpuścił” mnie podtytuł książki: „Pięćdziesiąt wysp, na których nigdy nie byłam i nigdy nie będę”.

     Z jednej strony podtytuł odebrałam niczym „skażony” pewną rezygnacją z odległych podróży i z podjęcia wyzwań dotarcia do najdalszych zakątków kuli ziemskiej, z drugiej jednak wydał mi się pełen fascynacji światem, do którego wstęp jest utrudniony lub często po prostu niemożliwy, miejscami, o których większość z nas nie ma pojęcia, które trudno wskazać palcem na mapie. W recenzjach jakie do mnie dotarły wskazywano, że jest to połączenie literatury i kartografii, zebranie w jednym relacji historycznych i danych naukowych.

     „W dzieciństwie bardzo lubiłam atlasy” – tak rozpoczyna się ta niezwykła książka-atlas, a konkretnie przedmowa do niej. I wystarczyło to jedno zdanie by autorka kupiła mnie bez reszty, i nieważne co znalazłabym na kolejnych stronach publikacji. Bo ja też w dzieciństwie bardzo lubiłam atlasy:)…

     Docierając do tych odległych wysp przepłynęłam przez ocean niczym bajkowych opowieści, jak z „Baśni z tysiąca i jednej nocy”, jak Sindbad Żeglarz odkrywałam jedna po drugiej każdą z kolejnych pięćdziesięciu nieznanych mi dotąd wysp. Dotarły do mnie informacje i dane, o których wcześniej nie słyszałam ani nie czytałam. Autorka w bardzo wyważony sposób, nie obarczając czytelnika zbyt dużą ilością szczegółów czy to historycznych, czy politycznych, czy naukowych, zwięźle acz interesująco przedstawia każdą z wysp. I choć „systematyka” książki (jedna strona „opis” wyspy, druga strona „mapa” wyspy) wskazywałaby na pewną „rutynę” w pokazywaniu kolejnych miejsc na morzu oceanów, to jednak każdy z opisów jest inny. I tak dla przykładu przy Wyspach Bożego Narodzenia dowiadujemy się o listopadowej wędrówce krabów, które niczym czerwony, ruchomy chodnik, przesuwają się drobnymi kroczkami w stronę morza, przy Diego Garcia (Czagos) dociera do nas, że Czagosjanie przymusowo „wyemigrowali”, opuszczając swoją małą ojczyznę, przy Wyspie Wzięcia w Posiadanie natykamy się na zdanie doktora Samuela Fergussona, bohatera jednej z powieści Juliusza Verne’a: „Ja nie idę swoją drogą. To moja droga za mną idzie” :) Porządna szata graficzna. Urzekł mnie płócienny grzbiet książki.

     Byłaby to idealna książka „do podróży”, gdyby nie jej twarda okładka i tym samym znaczna waga. Zabrakło mi zdjęć pięćdziesięciu odległych wysp, w całej swej dzisiejszej okazałości. Tak byłam ciekawa niektórych z nich, że po przeczytaniu kilku otwierałam komputer i szukałam fotografii tych odległych zakątków (no ale może i o to chodziło, żeby zaciekawić czytelnika na tyle, by dalej już sam, na własną rękę, do nich docierał, no i przecież to jest atlas, a nie przewodnik).

     Jak najbardziej prawdziwy jest tytuł przedmowy: „Raj jest wyspą. Piekło też.” W części opisów pojawiają się wątki tragiczne, okrutne, jak choćby te związane z wyspami Tromelin czy Pitcairn.

     Atlas wysp pięciu oceanów, a zatem wybrałam po jednej wyspie na każdym z oceanów – Wyspę Niedźwiedzia, Wyspę Bożego Narodzenia, Wyspy Podwietrzne i Wyspę Wielkanocną. No prawie na każdym. Ocean Antarktyczny sobie podarowałam (wybór „potwierdzałby” podtytuł książki, wskazywałby na wyspę, na której nigdy nie byłam i nigdy nie będę; pozostałe mam na myśli odwiedzić, tym bardziej, że jedynym sposobem na dotarcie do nich nie jest dziś wcale katastrofa morska;) czy kilkutygodniowy rejs po bezkresnym morzu).

     Publikacja ta, jest faktycznie dowodem na to, że atlas geograficzny potrafi być najbardziej poetycką z książek.

a.