MMM

MESSNER MOUNTAIN MUSEUM

nasza nieplanowana wizyta w muzeum żyjącej legendy gór

23 czerwca 2013 roku

There are no translations available.

W drodze powrotnej z Austrii, po zdobyciu najwyższej góry tego kraju i pierwszej „perełki” w naszej Koronie Unii Europejskiej - Grossglocknera 3798 m, mając trochę czasu w drodze na lotnisko, wstąpiliśmy, całkiem nieplanowanie, do jednego z zamków-muzeów Reinholda Messnera –
MMM Firmian. Było warto.

 

 Przed bramą wejściową do zamku-muzeum. Parking przy muzeum 2EUR.


 
Po nabyciu biletów (9EUR), tuż za bramą, w sklepiku z gadżetami, książkami (większość z autografem autora, także w języku polskim, ceny podobne jak w Polsce), natknęliśmy się na Gospodarza obiektuJ Koszulka z sieciówki Decathlonu „The adventure begins where the mountains meet the sky” została zauważona ;) lub raczej „kreska gór”, która na pierwszy rzut oka przypomina logo MMM.


 
Widok na kompleks muzeum, prawie zaraz po przekroczeniu bramy.

 
Dużym plusem była słoneczna pogoda podczas całego zwiedzania, choć w niektórych, nieklimatyzowanych pomieszczeniach momentami prosiło się wręcz o odrobinę chłodu.

 


Sporo w MMM Firmian symboli i akcentów z Himalajów całkiem fajnie wkomponowanych

w całość obiektu.
 


Fajna głowa. Tyle.

 
W MMM Firmian mnóstwo jest obrazów, obrazków, rysunków, zdjęć gór lub nawiązujących

do tematyki gór. Mi najbardziej spodobał się ten powyżej J

 

 
Jedne z ciekawszych miejsc na terenie MMM Firmian to dwie wieże – wschodnia (poświęcona górom Eiger, Matterhorn, Cerro Torre, El Capitan i Dolomitom) i zachodnia (poświęcona ośmiotysięcznikom
i tematyce „7 Summits”).

 

 
W jednej z wież zamku-muzeum.

 

 
Rzut oka na Bolzano w drodze z jednej wieży do drugiej.

 

  


Wielkie postacie na zdjęciach w zachodniej wieży zamku-muzeum.

 

 
Wieża wschodnia (po lewej) i zachodnia (po prawej).

 

 
Po lewej – zachodnia wieża.

 

 
Członkowie KW „Gejzerek” ;)

 

 
Na terenie muzeum.

 

 
Jako, że wizyta nasza w MMM Firmian przypadła na Dzień Ojca, postanowiliśmy zaznaczyć naszą obecność w tym wyjątkowym miejscu życzeniami dla Ojca Reinholda, które w imieniu nas wszystkich wpisała do pamiątkowej księgi Asia.

 

 
Wiedząc, że linia lotnicza Wizzair nie zaproponuje nam na pokładzie nic do jedzenia, a mając przed sobą jeszcze kilka godzin drogi do domu, zdecydowaliśmy się „tagliatelle with yak”.

 Jedzenie poprawne choć szału nie było.

Cena „do przełknięcia” choć nie potrafię wskazać konkretnie „ile?”

No i zastanawialiśmy się czy ten „yak” to z hodowli Pana Messnera czy import z Nepalu ;)

 

 
Jeszcze tylko rzut oka w stronę Jerzego Kukuczki i pora nam było ruszać na lotnisko.

 

WARTO WIEDZIEĆ, ŻE MMM FIRMIAN JEST CZYNNE OD PIERWSZEJ NIEDZIELI MARCA DO TRZECIEJ NIEDZIELI LISTOPADA, NIECZYNNE JEST W CZWARTKI (w pozostałe dni 10-18), ŻE (zgodnie z ulotką wręczaną przy zakupie biletu) NIE JEST DOZWOLONE FOTOGRAFOWANIE (swoją drogą ciekawe czemu Pan Reinhold przy wspólnej fotografii nie zwrócił nam uwagi, że na terenie muzeum nie można robić zdjęć…?), ŻE PODCZAS ZWIEDZANIA NALEŻY MIEĆ WYŁĄCZONY TELEFON KOMÓRKOWY, RADIO
I INNE ŹRÓDŁA MUZYKI, NIEDOZWOLONE SĄ TEŻ PLECAKI, A CAŁE ZWIEDZANIE ODBYWA SIĘ
NA WŁASNE RYZYKO :D